Odwiedzin 29057165
Dziś 5185
Środa 14 listopada 2018

 
 

Żeby rozśmieszyć wcale nie trzeba być wesołym - wywiad z Andrzejem Poniedzielskim

 
 

Rozmawiała: Dana Platter
Foto: Katarzyna Śliwa

2008.05.27
 



Dana Platter: Proszę mi powiedzieć coś o koncepcji spektaklu. Czy Pan napisał wszystkie teksty do tego przedstawienia?

Andrzej Poniedzielski: Większość z nich. Każde z nas ma tu swoją rolę. Ten spektakl był tak pomyślany, że po pierwsze bierzemy piosenki, które nam się podobają, Wojtka Młynarskiego i Jeremiego Przybory. Nie robimy żadnych ukłonów w stronę chwili, telewizji żadnej i jest atmosfera rozmowy, to znaczy tej nowoczesnej rozmowy – wszyscy w swoich mieszkaniach próbują rozmawiać przez internet. Internet ma zasługi w tym względzie bo jest i intymność, i możliwość kontaktu z drugim człowiekiem. Myślę, że umożliwia wręcz powrót do funkcji rozmowy takiej jaką kiedyś była.

Rozmawiacie przez Skypa, prawda?

Tak. Uważam, że rozmowa kiedyś była słuchaniem drugiego człowieka, nie była dyskusją, nie była przerzucaniem się argumentami, formą eksponowania swego stanowiska. No i każde z nas mówi swoim językiem i swoim tekstem tak jakbyśmy rozmawiali ze sobą rzeczywiście.

A czy Pan pisał teksty pani Magdy Umer też czy tylko swoje?

Trudno powiedzieć, że były pisane.

To znaczy improwizujecie?

W większości to jest improwizacja. My mamy taką napisaną drabinkę tematów, które musimy poruszyć ponieważ jest to działanie sceniczne i nie może przekroczyć pewnego czasu. Musi pewne wątki zapętlić, więc pewną drabinkę mamy. Ale to, co się dzieje między szczeblami drabinki bywa różne.

Czy to oznacza, że z przedstawienia na przedstawienie jest inny tekst?

Owszem, inny, chociaż niektóre zostają przez kilka przedstawień. Graliśmy już kilkadziesiąt przedstawień w Polsce i to, co się nam spodoba, zostaje na dłużej. A niektóre partie tekstu się zmieniają.



A czy macie tekst na ekranie komputera? Czy tylko tak sobie improwizujecie?

Nieeee! Mamy tylko napisany scenariusz co mamy powiedzieć.

Aha, czyli każde przedstawienie jest unikalne.

W pewien sposób tak. W Polsce mamy stałych wielbicieli, którzy chodzą na kilkanaście przedstawień. Gramy już to dwa lata.

A niech mi Pan powie czy to jest zamierzone, że Pan nie ma kontaktu z publicznością? Ze Pan nie patrzy na publiczność?

Nigdy nie miałem. Mnie to po prostu rozprasza.

Jaki Pan jest w tym szwedzki! Właściwie szwedzko-fiński.

Tak? Naprawdę? Nawet nie wiedziałem... Myślałem, że Poniedzielski jestem, a nie Szwedzki....

No to się już Pan dowiedział. No bo ja nie byłam pewna czy to ma być charakter tej postaci, którą Pan gra, czy Pan taki właśnie jest, że nie patrzy na publiczność! A dlaczego? Może mi Pan powiedzieć?

Mam głębokie wykształcenie techniczne i wiem, że Pani mogę patrzeć w oczy, a stu pięćdziesięciu osobom na raz nie mogę. Znany jestem wręcz z tego, że patrzę w podłogę.

No to Pan jest unikalny.

Jeżeli wytrzymali ze mną trzydzieści lat na scenie to widocznie muszę coś bardziej interesującego mówić niż moje oczy.

Ten pomysł internetowy sztuki był świetny. To aż się prosiło, żeby zrobić. Trochę mi tylko brakowało tego „go”, tej iskry. Czy to jest zamierzone? Żeby nie było?

Tak. Od iskry to są specjaliści.



A Pan nie od iskry? Boże, jaki Pan szwedzki! (Śmiejemy się oboje). A co by się stało gdyby, załóżmy, siedzi publiczność i Pan nawiązuje z nią gorący kontakt!

Mógłbym tak zrobić jakbym chciał. Ale nie chce mi się...

No właśnie. Ja to zauważyłam. I znowu Pan na mnie nie patrzy... Ja Panu nic nie zrobię! Są świadkowie!

Aleksander Bardini kiedyś, dając mi nagrodę, powiedział, że uosabiam na scenie wszystkie przymioty jak nie powinien zachowywać się aktor na scenie. Nawet chciał mnie sobie nagrać. Po czym dodał: „Broń Boże niech pan nic nie zmienia! Nie może pan udawać. Jeśli pan jest taki to taki musi pan być ponieważ publiczność czuje, kiedy się udaje.”

A więc nie grana postać jest taka, tylko Pan. No, to nie jest „mężczyzna, który się nie zdarza”, jak to brzmiało w sztuce.

Zdarzają się?

To jest standard w Szwecji.

Naprawdę? Ale w Polsce z tym słabo.

No bo w Polsce jest Pan oryginalny! Czy Pan pierwszy raz jest w Sztokholmie?

Pierwszy.

No to Pan tego nawet nie wiedział! Po szwedzku istnieje określenie „ögonkontakt”, kontakt wzrokowy, którego tu właśnie nie ma. I ja tak sobie myślę – przyszłam do teatru i patrzę na faceta, który zachowuje się jak Szwed albo Fin.

Trudno...

Proszę Pana, mnie się przedstawienie bardzo podobało! Ja Pana troszeczkę prowokuję...

Ale może właśnie dlatego się Pani podobało, że ja nie próbowałem tych facetów Pani sprzedać?



To rzecz do dyskusji. Przedstawienie, jak rzekłam, było dobre, tylko mnie brakowało tego „go”, tej iskry bo ja tu tego nie mam.

Wie Pani – nie wiedziałem o tym. Będę miał nad czym myśleć.

A teraz co Pan przygotowuje ciekawego?

Nic specjalnie. Wszystko napływa jakby samo. W „Ateneum” jestem kierownikiem literackim sceny tej na dole i na górze. Jakichś konkretnych planów na razie nie mam. Jestem po premierze „Stacyjki Zdrój”, która odbyła się 19-go.To są piosenki Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Napisałem teksty i historię między piosenkami, która się tam dzieje.

A skąd ten tytuł?

To tytuł jednej z piosenek.

A dałoby się to przedstawienie sprowadzić do Sztokholmu?

Nie wiem. To jest ogromne przedsięwzięcie. Gra w nim szesnaście osób.

Oj, to gorzej. Nie da się okroić?

Nie za bardzo. Mamy drugie przedstawienie z piosenkami Janka Kaczmarka pt. „Album rodzinny”.

To może to drugie? Pan też tam śpiewa i mówi teksty?

Jestem tam postacią, którą sam wymyśliłem, która się nazywa Poeta Smutku.

Ha, ha, ha! Wcale się nie dziwię!

Sama by się Pani zdziwiła jakie to wesołe przedstawienie! No bo żeby człowieka rozśmieszyć wcale nie trzeba być wesołym.



To tak jak Wiesław Michnikowski. Też był smutny a rozśmieszał do łez. Pan taki od dziecka?

Mówią, że tak. Mam takie zdjęcie z 1958 roku, na którym mam cztery lata i tę samą minę.

Czy Pan, przepraszam, żonaty?

Tak.

A dzieci?

Też. Dwudziestosiedmioletnie.

To taki już Pan stary? Nie widać!

Dziękuję bardzo, ale nic w tej sprawie sam nie robiłem. Wręcz przeciwnie. Poszedłem do kardiologa bo ostatnio miałem kłopoty z sercem i on mi mówi: „Niech mi pan powie coś o sobie.” A ja na to: „Przez trzydzieści ostatnich lat prowadzę wyniszczający tryb życia, ale robię to profesjonalnie.” Lekarz spojrzał w wyniki i mówi: „No widać, że to nie jest chwilowa zachcianka!”

Ha, ha, ha! Ja mam nadzieję, że Joanna (Janasz) coś zrobi, żeby się dało sprowadzić Pańskie kolejne przedstawienie. Bardzo bym sobie tego życzyła. Jest Pan niesamowity! Dziękuję bardzo za rozmowę.

Wywiad, dynamicznie przerywany większym i mniejszym śmiechem obojga rozmówców, przeprowadziła Dana Platter.
 
Reklama

Rozmawiała: Dana Platter
Foto: Katarzyna Śliwa
PoloniaInfo (2008.05.27)




Artykuły w temacie

  Chlip hop
     Spektakl z uśmiechniętą łezką
     Przywieźliśmy Polskę której już nie ma - wywiad z Magdą Umer
 






Witam ! Poszukuje pracownikow na dachy (Stockholm)
Praca przy sprzątaniu (Stockholm)
Sprzatanie (Arlöv)
SPRZATANIE (Stockholm)
Remonty (Stockholms Län)
Meckanik (Cala Szwecja)
Sprzątanie Göteborg okolice (göteborg)
Zatrudnię elektryka (Stockholm)
Więcej





Dzień Smörgåstårta – z cyklu szwedzkie smaki.
Agnes na szwedzkiej ziemi.
Schlossberg - wzgórze zamkowe w Graz
Gabi & the new direction
Leopoldsberg we mgle
Gabi & the new direction
Sesja Olafa i Julki czyli o rodzinnej sesji w Gdańsku.
Agnes na szwedzkiej ziemi.
"Chcę przeciwdziałać polaryzacji" - wywiad z Niklasem Orreniusem
Szwecjoblog - blog o Szwecji
Weekend w Salonikach
Gabi & the new direction
Migawki październikowe czyli gdzie się szwendaliśmy po świecie.
Agnes na szwedzkiej ziemi.
Rotmistrz Witold Pilecki 1901–1948 - otwarcie wystawy (2018.11.14)
 
Szopki krakowskie w Muzeum Hallwylska w Sztokholmie (2018.11.10 - 2019.01.27)
Wystawa Rotmistrz Witold Pilecki 1901–1948 (2018.11.14 - 2018.12.05)


Odwiedza nas 98 gości
oraz 5 użytkowników.


2018-11-14 Rotmistrz Witold Pilecki 1901–1948 - otwarcie wystawy https://t.co/jgy06s8J0O
2018-11-10 Polska Impreza V.I.P. https://t.co/Gpg2QVaDIu
2018-11-16 Zimna wojna - szwedzka premiera filmu Pawła Pawlikowskiego https://t.co/WhmqSR0fwD
2018-11-25 Koncert zespołu Weekend w Sztokholmie https://t.co/EC6vZ2S3bj
2018-10-28 Toksańskie opowieści - spotkanie z Aleksandrą Seghi https://t.co/pbEMJsiDmn
Wiecej
Jak było pięknie!
Chcę usunąć tatuaż
korony szwedzkie
Migracja przemebluje Szwecję. Rosną notowania skrajnej prawicy
Szwedka, która wybrała Szczecin - Zaczęłam odczuwać, że to już nie jest mój kraj
Emigracja dała mi siłę i niezależność myślenia
Inwestycja w przyszłość czy naiwność? Reporter TVN24 w imigranckiej dzielnicy Sztokholmu
Szwedzi: Polska ma najlepsze plaże w Europie. "A Sopot to zielona oaza"
Zimna wojna - szwedzka premiera filmu Pawła Pawlikowskiego
Więcej










© Copyright 2000-2018 PoloniaInfoNa górę strony