Odwiedzin 33886255
Dziś 332
Niedziela 19 września 2021

 
 

Przedstawienie miłośników teatru

 
 

Tekst: Janina Ludawska

10/1999
 

"Wbrew tytułowi nie będzie to opowiadanie o meblu, lecz o człowieku" - piszą twórcy przedstawienia "Stół" w informującym o nim tekście. Nierzadko bywa, że takie deklaracje w programach teatralnych są niebezpieczne. Obiecują nam coś na papierze, ale na scenie odczytać tego nie można. Nie stało się tak jednak w przypadku spektaklu Polskiego Towarzystwa Teatralnego w Szwecji. "Stół" jest tu rekwizytem dającym aktorom różnorodne możliwości przekazania w krótkich scenkach konfliktów międzyludzkich i zmagań wewnętrznych. Temu poświęcona jest całość przedstawienia. Jest w nim miejsce i na humor i na powagę. Wszystko dzieje się na małej, pustej scenie. W jej tylnej ścianie znajduje się wejście dla aktorów obramowane niby kotarą i zaraz za nim czarna zasłona. Jest jeszcze stół i od czasu do czasu wnoszone krzesła. Kostiumy zależne są od tego, kogo wyobrażają uczestnicy zdarzenia. Oto cała scenografia.

Stół stoi już w foyer, ale z początku nie zwracamy na niego uwagi, choć jest duży. Okazuje się jednak, że już tu coś się zaczyna: zabawa w licytację. Trzeba przyznać, że my, publiczność nie bardzo potrafimy się bawić. Licytacja idzie ospale, ale jakiś wynik jest i wchodzimy do sali. Wita nas tam ogłuszająca muzyka, której dźwięki już wcześniej dobiegały zza ściany. Dlaczego? No tak! Towarzyszyła ona licytacji, atmosferze gorączki, giełdy. A że się ta gorączka nie pojawiła, to po trosze i nasza wina. Byłoby chyba jednak lepiej, gdyby aktorka mówiła po polsku i po szwedzku obok angielskiego. Miałaby wtedy większą swobodę improwizowania, mogłaby zwiększyć tempo i łatwiej byłoby jej zaktywizować widzów.

Gdy dwaj mężczyźni wnoszą z foyer na scenę stół i szukają dla niego dogodnego miejsca, muzyka się zmienia. Pozostaje w rytmach tanecznych, ale bardziej swojskich. W pewnym momencie pobrzmiewa "przybyli ułani pod okienko". Nie będę opisywała wszystkich etiud, jak skromnie nazwali je twórcy spektaklu. Postaram się tylko zwrócić uwagę na pewne jego elementy, środki, jakimi posługuje się zespół, jakie opanował i których opanowanie jest jeszcze przed nim. Ci, którzy pracują nad przedstawieniami PTT są bowiem miłośnikami teatru. Chcą przez swoje działania teatralne coś istotnego przekazać publiczności. Wiele niezbędnych ku temu umiejętności opanowali, niektórych jeszcze nie. Jest to sprawą rozwoju. Obserwuję jak on postępuje od "Wędrowców" (z pewnymi lukami). Nie posługuję się celowo pojęciem "amatorzy", gdyż często używane jest ono w sensie, dyskredytującym. Miłośnik zaś, to człowiek który aby doznać radość z tego, czym się zajmuje, stale się uczy, stale posuwa się naprzód. Tak właśnie odbieram zespół PTT.

Z przedstawieniem "Stół" obcować może nie tylko widz polskojęzyczny. Przemyślenie sytuacji przez reżysera, prostota działań przy jednoczesnej aktorskiej wyrazistości sprawiają, że nie jest konieczna znajomość języka. Oto kobieta miesi ciasto na chleb. Śpiewa ludową piosenkę o matuli. Zgarbiona matka przechodzi w tym czasie w głębi wejścia dla aktorów na tle czarnej kotary w powolnym rytmie tej piosenki. Jest to chwila. Pojawia się na scenie mężczyzna, zapewne mąż. Przez mgnienie oka staje za kobietą tak, jakby ciepło chciał położyć rękę na jej ramieniu. Ona od tego niedoszłego zbliżenia sztywnieje. Mężczyzna przechodzi więc ku krótszej stronie stołu. Miękko pochyla się ku kobiecie, ale ona odwraca głowę i osłania ją ręką, jakby chciała uchronić się przed uderzeniem. W tej krótkiej scence jest przeszłość dalsza i bliższa, gdyż na wyraźnie dobre w tym momencie intencje mężczyzny, kobieta reaguje już tylko strachem. Jest więc i skomplikowana teraźniejszość.

Ruchem, gestem, mimiką przekazują aktorzy sensy. Czasem, jak w przytoczonym przykładzie, jest to wybór spośród gestów codziennych. Czasem zaostrzenie o wyrazistości karykaturalnej.

"Rokowania polityczne" są właściwie tryptykiem. Rokowania "których kontrahenci nie chcą: dwaj panowie we frakach po przeciwnych stronach stołu i, także we fraku, niezbyt pewny swego mediator pośrodku długiej jego strony. Obaj panowie odwracają się do siebie tyłem i wzajemną niechęć wyrażają odgłosami "podróży do Rygi". Przyjmują od mediatora papiery do podpisu, tym razem odwracają się tyłem do publiczności, coś z papierami robią. Dalej wzajemny ukłon i uśmiech, zwrot ku publiczności już z zaciętą twarzą i w naszą stronę rzucają papierowe samolociki, które każdy z nich zmajstrował.

Następnie - wojna. Jest ona pokazana światłem i kolorem oraz ruchem migających w tym otoczeniu postaci ludzkich. Nic z naturalizmu, ani w scenicznym obrazie, ani w towarzyszącej mu muzyce. Dalej już tylko w otworze tylnej ściany przesuwają się powoli zmęczone postacie ludzi ugiętych pod ciężarem tobołków. Ale muzyka w tym momencie rozrywkowa, taneczna, kontrastująca z losem przesiedleńców czy uciekinierów. Zderzenie dwóch światów - tego, co wojnę przeżywa i tego, który o niej tylko wie.

W trzeciej części tryptyku, której jak i w pierwszej towarzyszą rytmy i intonacje przywodzące na myśl żałobne marsze, dochodzi do podpisania traktatu. I tu coś, co dobrze znamy z naszych czasów, a co po szwedzka nazywa się "spel för galleriet". Gdy obaj panowie już dopełnili obowiązku, zbliżają się, do siebie przed stołem z kwaśnymi minami. Spoglądają na widownię i pojawia się przylepiony do twarzy uśmiech. Padają sobie w objęcia trzy razy. Gdy pan z lewej strony gotowy jest do powtórzenia tego gestu po raz czwarty, jego kontrahent powstrzymuje go ruchem ręki. Rozumiemy: bez przesady. I tak już na nas nie patrzą. Panowie rozchodzą się, każdy w inną stronę.

Unikanie naturalizmu przejawia się czasem i w mowie. "Konflikt rodzinny" to kłótnia małżeńska wyrażająca się nie słowami, a nieartykułowanymi dźwiękami i ich intonacją. Jest tym sceniczny dowcip - mimo powagi problemu, gdyż świadkiem kłótni rodziców jest dziecko. Gra je najwyższy w zespole aktor, który w rękach trzyma misia. Znak, po którym poznajemy - jest to mały synek. Chociaż to świetna scena, mam w stosunku do niej pewne zastrzeżenia. Reżyser, tak dbający o wejścia i wyjścia aktorów, nawet tych, którzy w odpowiednim rytmie dokonują zmian scenerii miedzy etiudami, tu nie doprowadził swojej zasady do końca. Przesłanie byłoby bardziej wyraziste, gdyby kłótnia zaczęła się już za sceną i dziecko weszło za rodzicami już zaniepokojone. Jeśli kłóciliby się dalej także wychodząc, jego niepokój mógłby zamienić się w przerażenie.

Po tej scenie następuje hiszpański taniec na stole. Publiczność reaguje oklaskami, jak zresztą w przypadku wielu innych scen. Aktorka porusza się świetnie, szczególną uwagę zwracają jej dłonie. A jednak czegoś mi brak: jej osobowości, którą wykazywała w innych scenach. Z początku wydaje mi się, że za mało ćwiczyła na stole i uważa żeby z niego nie spaść, jak muzyk w przypadku przyśpieszonego z konieczności koncertu myśli o technice, a wtedy nie ma muzyki. Później jednak sądzę, że przyczyna tkwi głębiej. Ten taniec staje się w całości spektaklu przerywnikiem. Nagle jest ważny stół. To jedyna w tym spektaklu niekonsekwencja w stosunku do założeń i wcale nie konieczna. Reżyser wprowadził przecież dwóch panów, którzy pomagają tańczącej wejść na stół i zejść z niego. Obaj są w nią wpatrzeni, a gdy znika, każdy z nich przechadza się nerwowym krokiem po przeciwnej stronie stołu i albo w ogóle na siebie nie patrzą, albo spoglądają wilkiem. Czyżby byli o tancerkę zazdrośni? A więc, gdyby ona nie po prostu tańczyła, a tańczyła dla nich, grała z nimi tym tańcem? Gdyby ta gra była zadaniem, a taniec - środkiem? Byłaby to opowieść o ludziach, jak chce autor pomysłu całości.

Każda z etiud to zasygnalizowanie jakiegoś problemu przez sceniczny pomysł. Znalazło się też miejsce dla rytuału: "Obmywanie zwłok". Szczęśliwie ani reżyser, ani aktorzy nie zawahali się przed pokazaniem nagiego ciała zmarłego. Byłoby to pruderią niegodną powagi śmierci i tej czułości, z jaką odbywa się na scenie rytuał związany z końcem życia. Znikniecie zwłok ze sceny zostało przemyślane z inwencją i dyskrecją. Potem - pusty stół na pustej scenie, krótka chwila dla kontemplacji.

Wspomniałam wcześniej, że nie wszystkie umiejętności zespół opanował w równej mierze. Mam na myśli słowo. Jeśli jest, wymaga takiej samej wyrazistości, jak gest, ruch, rytm, mimika. Jak dotąd aktorzy zespołu operują tylko zmianami tempa i natężenia głosu. Brak detali, niuansów, które aktorzy potrafią celnie wyrażać innymi środkami. Mowa sceniczna, wbrew pozorom, wcale nie jest łatwa. Nie może być taka jak w życiu, a powinna zachować taką samą bezpośredniość, jeżeli jej sceniczne zadanie nie jest odmienne. Wymaga pracy nad dykcją, artykulacją, emisją głosu. Inaczej dociera do widza potok słów, które rozumie on tylko w przybliżeniu. To sprawa rzemiosła, ale jest ono niezbędne czynnym miłośnikom teatru.

Zespół PTT pokazał w swoich scenkach konflikty, przeżycia, obyczaje, a kończy fotoplastykonem z życia rodzinnego: "fotografia" ślubna, następna już z niemowlęciem, potem rodzice z dużą już dziewczynką, rodzice sami, dalej to bliscy sobie staruszkowie, wreszcie ostatnia "fotografia" - widzimy ich pochylone plecy w otworze tylnej ściany sceny, on z laską, wspierają się wzajemnie, znikli. Byli cały czas za stołem. Teraz stół został "sam, gdy odchodzimy, może zasiądą przy nim inni..." piszą autorzy przestawienia w programie.

I rzeczywiście - stół staje się miejscem integracji aktorów i widzów. Na nim duży bochen chleba, kilka flaszek wina, plastykowe kubki. Chleb domowego wypieku, bardzo smaczny. To pewno ten wyrabiany w jednej z pierwszych etiud.
 

Janina Ludawska
Relacje (10/1999)



P.S. Przepraszam czytelników "Relacji" za obszerność tej recenzji. Stało się tak w nadziei, Że PTT jeszcze pokaże "Stół". Warto będzie wtedy to przedstawienie zobaczyć. Naprawdę... J.L.

Janina Ludawska, or. 23/12-21 w Warszawie, studiowała w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Moskwie, pracowała m.in. w Państwowym Instytucie Sztuki w Warszawie, była prorektorem PWST w Warszawie, była także kierownikiem literackim warszawskiego Teatru Dramatycznego. Mieszka w Sztokholmie.
 






Malarz (Göteborg )
Pilne! (Göteborg )
Ekipa zbrojarzy (Karlstad)
Praca w firmie sprzątającej Lund/Malmö (Malmö/Lund)
Ingarö (Upplands Väsby)
Praca dla stolarzy budowlanych. (Strömstad )
Krzysiek Okrabygg AB (Eskilstuna)
SPRZĄTANIE LINKÖPING (Linköping)
Więcej





Pałac Rosersberg – zwiedzanie.
Agnes na szwedzkiej ziemi
Kościół św. Klemensa i Panteleimona w Ochrydzie.
Agnes na szwedzkiej ziemi
Wielojęzyczność dwulatki - podsumowanie drugiego roku naszej wielojęzycznej rodziny
Polska Mama Za Granicą
Kościół Botkyrka.
Agnes na szwedzkiej ziemi
Seria rymowanych książek dla najmłodszych "Krok po kroku" - recenzja
Polska Mama Za Granicą
Seria 'Kicia Kocia' - recenzja
Polska Mama Za Granicą
Sigtuna - najstarsze miasto Szwecji [zdjęcia]
Szwecjoblog - blog o Szwecji


Odwiedza nas 9 gości
oraz 0 użytkowników.


Wszyscy, którzy ukończyli 18 lat, otrzymają propozycję szczepionki przeciwko COVID-19. https://t.co/wfDf3ZvTwb
2020-02-16 All Inclusive - przedstawienie teatralne https://t.co/ab0UqTsjrU
2020-02-16 All Inclusive - przedstawienie teatralne https://t.co/aqbzjleF5Z
Michał Wiśniewski i Classic w Göteborgu - relacja https://t.co/9sIesWFphe
2019-12-08 Jarmark bożonarodzeniowy https://t.co/3z0VBnT3vU
Wiecej
Szczepienia i pracodawcy
SVT wybrala sie pod granice z Bialorusia
Szwedzki „wstyd przed lataniem” napędza renesans podróży koleją
Katarzyna Tubylewicz: W Sztokholmie to, gdzie mieszkasz, zaskakująco dużo mówi o tym, kim jesteś
Migracja przemebluje Szwecję. Rosną notowania skrajnej prawicy
Szwedka, która wybrała Szczecin - Zaczęłam odczuwać, że to już nie jest mój kraj
Emigracja dała mi siłę i niezależność myślenia










© Copyright 2000-2021 PoloniaInfoNa górę strony