Odwiedzin 34917702
Dziś 3720
Poniedziałek 23 maja 2022

 
 

Jola Borusiewicz jakiej nie znacie

 
 

Tekst: Dominika Depczyk
Foto: Bogusław "Bobo" Rawiński

2009.12.08
 



„Jola Borusiewicz... takiej nie znacie – pełen niespodzianek wieczór autorski, podczas którego będzie do nabycia nowa płyta artystki. Jak zawsze, tak i tym razem przy fortepianie towarzyszyć jej będzie Leszek Jarmuła. Sobota, 21 listopada 2009, g. 18.00, Prästgatan 5, Sundbyberg.”

Tak mniej więcej brzmiała informacja w zaproszeniu nadesłanym przez gospodarza wieczoru konsula Radomira Wojciechowskiego. Po tej nieco enigmatycznej zapowiedzi, nawet tym, którzy znają Jolę Borusiewicz – otwartą na innych, ciepłą osobę oraz pełną energii (good vibrations) oryginalną artystkę – niełatwo było odgadnąć, co się wydarzy.




Zobacz naszą fotorelację z wieczoru!!!
Ponad 20 zdjęć!



Zanim jednak o szczegółach wieczoru, najpierw kilka faktów z życiorysu artystki. Swoją karierę sceniczną Jolanta Borusiewicz rozpoczynała jako bardzo młoda wokalistka, śpiewając z zespołem dixielandowym JAZZ BAND BALL (w którym i Leszek Jarmuła swego czasu grał, tyle, że odszedł z grupy, zanim Jola do niej dołączyła). Potem po wygraniu TELEWIZYJNEJ GIEŁDY PIOSENKI rozpoczęła współpracę z TEATREM WAGABUNDA, a w nim z takimi osobowościami jak Maria Koterbska, Bogumił Kobiela czy Mieczysław Czechowicz.


Konsul Radomir Wojciechowski, Leszek Jarmuła (w tle) i Jola Borusiewicz.

Kilkakrotnie zdobywała wysokie nagrody podczas Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, między innymi za śmiałe wykonanie piosenki „Dzień się budzi”. Na swojej drodze artystycznej spotkała się z takimi tuzami polskiej muzyki rozrywkowej jak Czesław Niemen, Włodzimierz Nahorny, Michał Urbaniak, Janusz Muniak, Roman Orłow.

Do zawodowych osiągnięć Joli należy wliczyć także udział w serii programów telewizyjnych „Spotkanie z Balladą” obok Jerzego Stuhra i Anny Dymnej, jak również jej austriackie doświadczenia pracy w branży filmowej, ukoronowane nagrodami (Festiwal w Cannes).

Jak z powyższej listy wynika, życie zawodowe artystki obfitowało w bogate i różnorodne doświadczenia, które z pewnością nie pozostały bez znaczenia dla rozwoju jej scenicznej osobowości.



A teraz wróćmy do wieczoru. Pierwszym zaskoczeniem dla wielu z publiczności okazały się rozstawione na sztalugach obrazy (portrety, krajobrazy, martwa natura), własnoręcznie malowane przez artystkę, która i w tej dziedzinie ma, jak widać, coś do powiedzenia.

Występ rozpoczął się tanecznym wkroczeniem Joli i odśpiewaniem piosenki „Koniec maskarady”- jakby manifestu artystki:

„Na bal zaproszono mnie, choć wcale nie chciałam
i tak porwana rytmem życia szłam,
i twarz zakryłam złotą maską żalu,
by nikt nie poznał, że to właśnie ja.”

Tekst ten nasunął mi skojarzenie z napisanym ponad osiemdziesiąt lat wcześniej wierszem Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej „Trzeba chodzić w masce”...



To chyba wtedy rozpoczęło się to NIESPODZIEWANE, zapowiadane przez artystów. I to wtedy właśnie spłynęła magia na to przepełnione emocjami widowisko.

Jola zamiast kontynuować śpiewanie swoich nowych piosenek, usiadła wygodnie na sofie i rozpoczęła czytanie wierszy. To były jej własne wiersze, od lat składane w szufladzie, a teraz stamtąd wydobyte za namową przyjaciela Leszka Jarmuły (pianisty, gitarzysty, kompozytora, aranżera, akompaniatora Joli), który niejako zmusił ją do zaprezentowania tej twórczości poetyckiej szerszemu audytorium.



Autorka w poruszający sposób interpretując wiersze, jakby przeprowadziła słuchaczy przez historię własnego życia, w którym obok chwil uniesień, spełnienia i szczęścia nie brakowało momentów tragicznych i na wskroś bolesnych.

Wiersze nasycone były muzyką. Opowiadały o zachwycie naturą, o miłości, pragnieniu i tęsknocie, o sensie istnienia i o przemijaniu; były wśród nich żartobliwe, ale także o cierpieniu, strachu i rozpaczy. I o wielkiej sile i woli życia, która wielokrotnie pomogła poetce pokonać kruchość ciała, słabość ducha i beznadziejność sytuacji.

STRACH
Boimy się smutków
bo nam nie do twarzy.
Trudno je schować,
podzielić, wyrzucić.
A dać komuś, nie wypada,
więc męczymy się sami,
zakrywając je kłamstwem,
złotą maską
i śmiechem.



PRZYNALEŻNOŚĆ
Zamieszkały we mnie smutki,
wprowadziły się bez uprzedzenia
w grupie, bezczelnie.
Nie zapytały, czy mi dobrze z tym.
A ja, samotniczka od urodzenia.
I jedyna grupa do której należę
to moja własna grupa krwi.

OBCA SOBIE
Przyglądam się sobie, jak obcej kobiecie.
Boże, jaka smutna twarz i wzrok nie ten sam.
Jakby odeszła, ot tak nagle w środku lata,
jakby ją ktoś zranił, choć nie widać ran.

Powiedz mi ty obca, co dzielisz mój świat,
skąd i po co przyszłaś, czemu siedzisz tak?
Przyglądam się jej na nowo, a ona nic nie odpowiada.
Jak stara wiedźma w swe szpony chce porwać mnie.
A ja, jeszcze nie, nie gotowa, jeszcze powalczę!
Jeszcze żyć mi się chce!



Przez cały czas prezentowania poezji, autorce i jej wierszom towarzyszyła w tle piękna i doskonale współgrająca ze słowem muzyka Leszka, który zdawał się malować dźwiękami. Czasami ilustrował słowa poezji, innym razem, wybiegając przed nie, niejako przygotowywał słuchacza do tego, co za chwilę nastąpi lub wręcz przeprowadzał poetkę przez zmienne barwy i nastroje utworu do jego kulminacyjnego momentu.

Pomyślałam, że tak grać może tylko ktoś, kto poza znakomitym opanowaniem instrumentu posiada jeszcze wielką wrażliwość muzyczną oraz empatię.

Zresztą wymienione powyżej cechy posiadają oboje artyści. Zachwyciło i mocno poruszyło mnie to, wydawałoby się, absolutne porozumienie na scenie pomiędzy Jolą a Leszkiem. To bezcenna umiejętność muzyków, którzy wzajemnie się słuchają i reagują muzycznie na wygrywane, wypowiadane czy wyśpiewywane przez siebie zmiany nastrojów, tempa, rytmu czy dynamiki. Tę umiejętność biegle opanowali Jola i Leszek – wielki szacunek z mojej strony!



JESIENNY KONCERT
Jak nutka za nutką w tonacji d-moll
Wystukuje deszcz smutne dźwięki.
I raz pianissimo, a potem forte,
Tak zaczyna ten koncert jesienny.

Wsłuchuję się w canto purpurowej jesieni
Co w melancholii sprytnie się ukryła.
I sama nie wiem czy to Vivaldi?
Czy jakaś inna melodia to była?

JESZCZE JEDEN WALC
Raz, dwa, trzy – raz, dwa, trzy – raz, dwa, trzy,
Tańczyliśmy do utraty tchu,
Blisko, bliziutko, jak najbliżej,
Jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze,
I dalej słyszę, czuję szalony rytm.
Raz, dwa, trzy – raz, dwa, trzy...
Nie, to nie ty...
To tylko mój tykający rytmicznie stary zegar!
To tylko moje chore sny...



Publiczność, zgodnie z obietnicą artystów, zobaczyła nieznane dotąd oblicze Jolanty Borusiewicz - poetki, malarki, aktorki, autorki tekstów i muzyki. Może po raz pierwszy, przez słowa swoich wierszy i piosenek Jola odkryła melancholijną stronę własnej natury, zdjęła złotą maskę, ukazując swój strach, smutek, cierpienie...

Po wieczorze zatytułowanym „Jola Borusiewicz... takiej nie znacie” pozostał pewien niedosyt, bo z prezentowanej nowej płyty „Pcham do przodu” ( zawierającej dziewięć autorskich piosenek Joli oraz jedną kompozycje Leszka) zaprezentowano jedynie kilka piosenek, m.in. „Chociaż jeden dzień”, „Ten zielony szal”, „W nowy rok” czy wymienioną już „Koniec maskarady”.


Jola Borusiewicz podpisuje swoją nową płytę.

Wieczór jednak zakończył się ogromnym aplauzem i oznakami głębokiego wzruszenia ze strony publiczności. Jola i jej pasja życia odniosły zwycięstwo. Dziękuję Wam Jolu i Leszku za te chwile!

VICHY
Stoi na stole szklanka pełna wody
Malutkie bąbelki rwą się szybko do góry
Jakby chciały się upewnić, że się nie utopią
Szybują na powierzchnię by tam się ulotnić.
Zastanawiam się więc co lepiej,
Czy się ulotnić czy utopić?
Zostałam bez odpowiedzi!

LATO
Lato, lato, upragnione lato.
Kochasz mnie? Tak.
Jak miło, czuję to.
Lecz latem jesteś w drugiej kolejności,
Bo słońce przesłania mi cały świat.

No, nie dąsaj się tak, nie!
To tylko chwilowa odstawka.
Od jutra zapowiadają niż.


Jola Borusiewicz wraz z autorką relacji z jej wieczoru,
wokalistką młodszego pokolenia, Dominiką Depczyk.
Fot. Aleksandra Olejnik


 

Dominika Depczyk
Foto: Bogusław "Bobo" Rawiński
PoloniaInfo (2009.12.08)



Wcześniejsze artykuły w PoloniaInfo o Joli Borusiewicz:

Sylwetka Jolanty Borusiewicz
Slow Down - koncert
Nareszcie jest! (pierwsza płyta Joli)
 






Glazurnik (Täby)
Sprzątanie (Stockholm)
Szukam 2 pracowników do kostki brukowej (Norsborg )
Praca dla Kafelkarza Göteborg (Goteborg)
Brukarz!! Praca od zaraz! (Skåna)
Montowanie markiz, zaluzji itp (Huddinge)
Firma sprzatajaca (Stockholms län )
2 osoby do sprzątania na Gotland (Gotland)
Więcej





Kastellholmen.
Agnes na szwedzkiej ziemi
Nowy Staw – podróż w przeszłość.
Agnes na szwedzkiej ziemi
4 najpiękniejsze miejsca z kwitnącymi wiśniami w Sztokholmie.
Agnes na szwedzkiej ziemi
'Białe zęby' Zadie Smith - recenzja
Polska Mama Za Granicą
O Szwecji z Waszej perspektywy: Śladami Astrid
Szwecjoblog - blog o Szwecji
Nauczanie języka ojczystego w Szwecji - historia przedmiotu, dane, nauczyciele
Polska Mama Za Granicą
Herman Lindqvist "Przez Bałtyk"
Szwecjoblog - blog o Szwecji


Odwiedza nas 60 gości
oraz 1 użytkowników.


2022-02-05 Polski Stand-up w Sztokholmie: Bartosz Zalewski & Arkadiusz Jaksa https://t.co/GPhwkkIKLz
Wszystkie szczepionki przeciwko Covid-19 są bezpieczne i dokładnie przetestowane https://t.co/E5sUOUcFxS
Wszyscy, którzy ukończyli 18 lat, otrzymają propozycję szczepionki przeciwko COVID-19. https://t.co/wfDf3ZvTwb
2020-02-16 All Inclusive - przedstawienie teatralne https://t.co/ab0UqTsjrU
2020-02-16 All Inclusive - przedstawienie teatralne https://t.co/aqbzjleF5Z
Wiecej
Nie ma kozaka nad Polaka- niesamowite
Szwedzki „wstyd przed lataniem” napędza renesans podróży koleją
Katarzyna Tubylewicz: W Sztokholmie to, gdzie mieszkasz, zaskakująco dużo mówi o tym, kim jesteś
Migracja przemebluje Szwecję. Rosną notowania skrajnej prawicy
Szwedka, która wybrała Szczecin - Zaczęłam odczuwać, że to już nie jest mój kraj
Emigracja dała mi siłę i niezależność myślenia










© Copyright 2000-2022 PoloniaInfoNa górę strony