 Michał Moszkowicz
Najpierw próbował opisać siebie i
swój świat, później odpowiadał na
pytania dlaczego jest tym, kim jest.
Potem przyszła kolej na znalezienie
swojego nowego miejsca: w
życiu, w toczącej się wokół nas
historii.
Eva Ekselius po ukazaniu się jego
najgłośniejszej książki „Punkt Zero”
(Nollpunkten) napisała w Dagens Nyheter:
To powieść o człowieku, któremu
wydaje się, że gdy osiągnie wystarczająco
dużo doświadczenia, może stać się Bogiem,
może osiągnąć Punkt Zero – punkt
w życiu, gdy nie ważne jest czy jest się
Żydem, czy Szwedem, czy chrześcijaninem,
czy Polakiem... Wszystkie te różnice
tracą znacznie. Czy Michał Moszkowicz
osiągnął już swój Punkt Zero? Czy
odpowiedzi na to pytanie można szukać
w jego najnowszej książce „Palec Boży”?
Czytając „Palec Boży” Michała
Moszkowicza po raz kolejny przekonujemy
się, że dystans do samego siebie,
może być sprawnym narzędziem literackim.
Autor nie tylko ironicznie podpatruje
otaczający nas świat, ale także dowcipnie
opowiada o losie człowieka (autora?),
uzależnionego od innych ludzi. W
sposób przewrotny. Pod tym względem
to książka inna od wcześniejszych utworów
Moszkowicza: lżejsza w formie,
pisana bardziej z dystansu, bardziej sarkastyczna.
Chociaż tematyka tych kilku
opowiadań, składających się na książkę,
nie odbiega tak bardzo od tematyki charakterystycznej
dla tego autora. Mamy
więc znowu do czynienia z rozdwojeniem
osobowości, mamy szaleństwo, nie
brakuje wątków rozprawy z historią
własną i historią polskich Żydów.
Ktoś kiedyś napisał: być Polakiem
jest trudno, być Żydem jest trudno;
być jednym i drugim w jednym ciele –
straszne. Ale nie oznacza to, że Moszkowicz
z tego powodu cierpi. Nie, on raczej
szuka w tym pozytywnej siły. Bo to, co
dla jednych jest straszne, dla niego jest
kreatywne. Bez tej dwoistości nie byłby
pisarzem. Próbowałem żyć w dwóch
światach – pisze w „Palcu Bożym”. –
Wcześniej, w soboty chodziłem do Synagogi,
zakładałem tałes i zamykałem oczy;
w powszednie dni zjawiałem się w Ośrodku
(w domyśle OPON w Sztokholmie –
dop. autora), który był właściwie moim
domem. /.../ Nie miałem innego, mój język
szwedzki był słabiutki, zupełnie przypadkowi
rozmówcy patrzyli na mnie jak na
niedorozwiniętego. Czułem się sobą tylko
w Ośrodku, chociaż trochę umniejszony.
Nie wiedziałem jak pozostać Żydem
uśmiechając się przy wysłuchiwaniu kawałów żydowskich, zresztą fatalnie opowiadanych.
Żydem byłem, ale kochałem
Polskę. Co robić? Udawałem więc, że
nie jestem Żydem. Próbowałem. Śpiewałem na uroczystościach hymn narodowy
najgłośniej ze wszystkich...
 Tak miała wyglądać okładka do książki
”Palec Boży”. Kto przeczyta książkę,
ten zrozumie dlaczego...
To tylko jeden z wątków, który
powtarza się w twórczości Michała Moszkowicza.
I – co ważne – w „Palcu
Bożym” nie jest to temat traktowany w
sposób dramatyczny. To raczej próba
samookreślenia absurdalnej sytuacji. Bo
przecież człowiek ma prawo być tym,
kim chce, i zwykle decyduje o tym język,
tradycja, kultura, w której się wychował. Moszkowicz właśnie o ten dystans
i o tę wolność samookreślenia walczy
słowem i autoironią.
Gdy jest się emigrantem, można
wrócić do ojczyzny; gdy jest się Żydem,
to uciec się od tego nie da, bo miejsce
pobytu nie ma znaczenia. Ale każdy emigrant,
Żyd czy Polak ma jeszcze jedną
drogę ucieczki: w świat wyimaginowany.
W przypadku Moszkowicza to literatura,
to – jak pisze w opowiadaniu „Jasnowidz”
– tajemne miejsce, które jest każdym miejscem. Może to miejsce w Tobie,
którego nigdy nie znalazłeś?
„Palec Boży” bawi, zaskakuje, a
nawet wzrusza. Dociekliwy czytelnik
znajdzie tu sporo sylwetek osób przemykających po sztokholmskim środowisku
polonijnym: jest Jasnowidz, jest Redaktor
polonijnego pisemka, jest Przewodnicząca Pewnej Ważnej Organizacji,
jest Reżyser... Są też mniej czytelne postaci,
których cechy można by przypisać
wielu osobom. Tytułowe opowiadanie
„Palec Boży” pełne jest autoironicznego
humoru; „Śniadanie na trawie”
pełne dociekliwych obserwacji; „George”
(publikowany wcześniej w odcinkach w
Nowej Gazecie Polskiej) to pełna uroku
(choć nie zawsze równa literacko) seinfeldowska,
absurdalna opowieść „o niczym”....
Kto ogląda „Seinfelda” zrozumie
w czym rzecz.
Moszkowicz opowiada swą historię
jak jedną wielką anegdotę, a odwołania do zdarzeń minionych determinują
teraźniejszość i pośrednio ją uobecniają
– pisała we wstępie do krajowego wydania
„Psiego paszportu” Justyna Czechowska.
Sporo w tym prawdy. A „Palec
Boży” to tylko potwierdza, chociaż tak
wiele różni tę książkę od jego wcześniejszych
utworów.
|